12 maja 2017

ROZDZIAŁ 5 I 6 mojej książki

ROZDZIAŁ 5 



Natalia siedziała sobie w swoim pokoju i jak zwykle, co wieczór, oglądała filmiki modowe. Bardzo chciałaby też coś podobnego robić.
- Internet wiele daje dziś wiele możliwości. Może Cię zobaczyć cały świat – mówiła do Kasi przez telefon.
- To też zacznij robić coś w Internecie – poradziła jej przyjaciółka. – Kup sobie kamerę i zacznij nagrywać filmy. Zobaczysz, będziesz sławna!
- O tak! O niczym bardziej nie marzę! – odpowiedziała Natalia. – Kaśka, to kiedy przeprowadzamy się do Warszawy?
- Ja nigdzie nie jadę. Nie mogę… przynajmniej nie teraz. Mam tu pracę… w polu, zakupy robię, opiekuję się matką i braciszkiem. Nie mogę ich zostawić – mówiła Kasia.
- No, ja wiem, że nie teraz, już. Ale po wakacjach będziemy już świeżo upieczonymi warszawiankami – zadeklarowała Natka.
Natalia była inna od Kasi. Przyjaźniły się, owszem, ale nie można ich nazwać bratnimi czy siostrzanymi duszami. Były różne z charakteru i różne z wyglądu. Miały odmienne życie, mimo iż mieszkały w tej samej wsi Słoneczne Wzgórze. Kasia była spokojna, opanowana, pracowita. Nie lubiła się wyróżniać, ani sprzeciwiać innym. Zależało jej na dobru rodziny bardziej niż na swoich marzeniach, zaś Natalia była gwałtowna i porywcza. Lubiła być ważna; czuła, że jak ona czegoś nie zadecyduje za Kasię lub za nie obie, to nic z ich planów nie wyjdzie. Miała naturę przywódcy. Ot taka mieszanka charakterów, ale jak to mówią: przeciwieństwa się przyciągają.
Natalia była jedynaczką, co jest raczej nietypowe na wsi, gdzie rodzice mają po kilkoro dzieci. Mama Natalii była krawcową. Bardzo lubiła szyć na maszynie, sprawiało jej to przyjemność. Od małego lubiła szyć, najpierw ubrania dla lalek, co roku w wakacje szyła im nowe letnie sukienki, a zimą nawet płaszczyki. „Zuzi będzie zimno tylko w sukience, kiedy pada śnieg”, wspominała Wiesia dawne czasy. Później już dla dorosłych. Szyła dla znajomych i rodziny. Sąsiadki lubiły do niej przychodzić po nowe sukienki. Za swoje ubrania Wiesia brała niewielkie pieniądze, wręcz groszowe ceny. Jej mąż Wojciech zawsze mawiał, że za mało docenia swoje umiejętności. Jednak Wiesia wolała być skromna niż bogata.
- Gdybym mieszkała w Warszawie i szyła ubrania, to bym pewnie więcej brała za swoje usługi, ale tutaj? Na wsi? Ludzi bieda zżera, więc co ja mam zrobić? A ludzie potrzebują ubrań. – mówiła Wiesia do męża
To po mamie Natalia odziedziczyła zamiłowanie do mody. Lubiła oceniać stroje koleżanek czy sąsiadek. Była przy tym bardzo szczera:
- Pan Basiu, zielony z czerwonym bardzo się gryzie… lepiej będzie w czarnej spódnicy – mówiła Natalia. – Ciociu, powinnaś nosić krótsze sukienki, ta jest za długa i za szeroka. Pokaż swoje piękne nogi.
I tak wszyscy brali do serca jej rady.
Jednak ciągnęło ją do wielkiego świata, czuła, że w stolicy jest dla niej miejsce. Chciałaby wyjechać już teraz, jak najprędzej.
- Po co mi matura… można bez niej  żyć, a tam do kariery modelki nie jest to potrzebne, tylko długie nogi, zgrabne ciało i odrobinę wdzięku. To wszystko posiadam. Jedźmy Kaśka – mówiła dalej do przyjaciółki.
Natalia mówiła o tym rodzicom, że chciałaby wyjechać, ale zgodzili się pod warunkiem zdania matury i że rozpocznie w Warszawie jakieś studia. Zacznie pracować i zarabiać na siebie. Dlatego Natka czekała już tylko na koniec roku szkolnego. A był kwiecień. „Już niedługo! Wielki świat czeka”, pomyślała. „Nie muszę wlec wszędzie za sobą Kaśki. Sama sobie poradzę. Niech ona sobie tu zostanie, jak tak bardzo chce. Droga wolna”.

Nic nie powstrzymywało jej od tych planów. Niestety opornie jej poszło wzięcie się za naukę do egzaminów. W końcu bez matury nie pojedzie do Warszawy. Zastanawiała się tylko, jakie studia wybrać.
- Pierwsze lepsze, byle łatwo przepuszczali na egzaminach – mówiła do Kasi, gdy weszła teraz do jej pokoju.-  Jeśli chcesz coś robić dalej w branży modowej, to może idź w tym kierunku; albo kosmetologia czy wizaż.
- Ale to prędzej na prywatnych uczelniach… nie chcę płacić za studia. – mówiła Natka.
- Nie martw się, inni jakoś dają radę, to i Ty dasz.  – radziła przyjaciółka

- Zamieszkam w kawalerce, nie znoszę panoszenia się innych po domu. Wolę sama mieszkać. W wakacje wszystko sobie zorganizuję, znajdę pracę i nowy dom. Wszystko będzie po mojemu. Na reszcie będę wolna!!! 


ROZDZIAŁ 6

I tak, jak zaplanowała, tak zrobiła. Matura poszła jej gładko. Nie to, co Kasi. Kasia oczywiście również zdała, ale jej wyniki nie były zadowalające. Była trochę zazdrosna o Natalię. Kasia tyle czasu poświęcała na naukę, a do tego ciężka praca w domu i na polu. Kasia ledwo wiązała koniec z końcem. Mama Kasi, Anna, wciąż wydawała jej polecenia „wynieś, przynieś, pozamiataj!. Tu jest bałagan, zrób coś z tym”. Kasia nie mogła się z tym pogodzić, ze swoim losem. Choć nikomu się z tego nie zwierzała, nawet przyjaciółce. Nie mogła śpiewać w domu, ciągle praca i praca. Braciszek Mikołaj jest niesłyszący, więc nie może nawet z nią porozmawiać. Jeździ co kilka dni na warsztaty dla niepełnosprawnych. Zajęcia te odbywają się w pobliskiej miejscowości Nowe Miasto. Z tego ośrodka przyjeżdża busem kierowca, który zabiera Mikołaja i inne dzieci z okolicy, którym potrzebna jest taka terapia. Kasia musiała jeździć z nim i wracać. Ich mama nie znosiła podróżowania, szczególnie samochodem czy busem. Nie było wyjścia, Kasia musiała wozić braciszka na zajęcia. „Czemu nie mogę mieć, jak inne dziewczyny. Mają szczęśliwą rodzinę, oboje rodziców i nie martwią się o to, że krowa nie wydojona czy chwasty nie zebrane. Mogą sobie iść do kina, na koncert. Zero problemów i obowiązków”, myślała Kasia. Zazdrościła Natalii, choć nie powinna. Była jej przyjaciółką. „Nie mam chłopaka, a z resztą, kto by chciał taką brzydulę, jak ja”, myślała. Kasia zamknęła oczy i poszła spać. W nocy śniło jej się, że śpiewa. Stoi na scenie i wszyscy na nią patrzą – mama, brat, Natalia i wszyscy sąsiedzi, koleżanki z klasy. A ona w czerwonej sukience śpiewa ulubioną piosenkę „My heart will go on”. „PAMIĘTAJ, NIGDY NIE WOLNO SIĘ PODDAWAĆ, NAWET GDYBY ZABRAKŁO NADZIEI!!!..” takimi słowami skończył się jej sen. Te słowa często powtarzał jej tajemniczy głos w sercu. Był to cytat z jej ulubionego filmu. Titanic znała na pamięć, mogłaby oglądać i oglądać w kółko i zawsze płakała.
- Mamo, a dlaczego tata tak do nas długo nie przyjeżdża? – zapytała mamę Kasia. – Zapomniał o nas? Jesteśmy jego rodziną.
- Córeczko… nie wiem, na pewno ma obowiązki. Pracuje. – odparła Anna ze łzami w oczach
- Ale chyba o nas pamięta czasem? Myślisz, że nas wspomina?
- Kasiu, chyba nie, przecież nie przyjeżdża, nie dzwoni, nie pisze. Nie odwiedza nas nawet na święta. Może ma nową rodzinę, więc po co mu my. – zapłakała Anna

Tadeusz był mężem Anny. Poznali się tutaj, na Słonecznym Wzgórzu, a właściwie to na drodze między Wzgórzem a Nowym Miastem. Anna szła wówczas ze swoją córką na targ do wspomnianego pobliskiego miasteczka na zakupy. Wracając do wioski nagle ktoś potrącił ją… samochód tak szybko przerzucił ją na drugą stronę ścieżki. Zdążyła tylko chwycić Kasię za rękę i upadły razem na ziemię. Wtem przejeżdżał obok nich Tadek na rowerze.
- Nic pani nie jest? Czy słyszy mnie pani? – zapytał Tadeusz ranną kobietę
Kasi wyraźnie nic się nie stało. Stała nad matką i płakała, trzymając rączki na buzi. Była jeszcze mała. Anna nic się nie odezwała, straciła przytomność. Tadek zadzwonił po pogotowie. Przyjechało po 15 minutach i karetka zabrała Annę do szpitala. Tadek i Kasia pojechali na rowerze. Na miejscu okazało się, że Annie nic się poważnego nie stało. Trochę posiniaczona i miała niewielkie złamanie nogi.
- Będzie musiała pozostać w szpitalu przez parę dni – oznajmił lekarz Tadeuszowi.
- Oczywiście, rozumiem. Będziemy przy niej czuwać – odpowiedział.
- Czy państwo są rodziną chorej? – zapytał doktor
- Jestem jej przyjacielem. A to jej córka, Kasia.
Tadeusz musiał tak odpowiedzieć. Choć poznali się dopiero podczas wypadku. Jednak, gdyby lekarz to wiedział, to nie pozwoliłby mu zostać przy Annie.
Po wyzdrowieniu Anny Tadeusz pojechał z nią do jej domu. Wzięli taksówkę, bo na jednym rowerze cała trójka by się nie zmieściła. Zajechali razem do domu Anny i Kasi. Tadeusz bał się je zostawić same, dlatego przez całą noc czuwał, był u nich w domu.
Tadeusz mieszkał sam, w pobliskim Nowym Mieście. Nie musiał nikogo informować o tym, że nie wraca. A tu miał się kim opiekować. Przy Annie i jej córce dobrze się czuł, czuł się potrzebny. Z czasem Tadeusz zamieszkał razem z Anną i Kasią. Cała trójka czuła się bardzo sobie potrzebna. Po kilku latach Anna i Tadek pobrali się, a niedługo potem urodził się im ich synek – Mikołaj. Niestety, okazało się, że jest niesłyszący. Jednak opiekowali się nim jak mogli. Kasią również. Razem byli bardzo szczęśliwy.
Kiedy Mikołaj skończył 2 lata Tadeusz postanowił wyjechać do pracy do Londynu. Pracował w tamtejszej restauracji. Obiecywał przesyłać rodzinie pieniądze. I robił to, do czasu. Potem coraz rzadziej aż w końcu przestał dawać znak życia rodzinie. Anna i Kasia bardzo tęskniły. Szczególnie Kasia. Poczuła przez chwilę, jak to jest mieć ojca. I choć Tadeusz nie był jej biologicznym ojcem, ale czuła wyjątkową bliskość z nim. Jakby nim był naprawdę.
Kasia nie wiedziała, co się stało z jej pierwszym ojcem. Nie przypuszczała też, że Anna nie jest jej rodzoną matką. Nigdy o tym nie rozmawiały, a Kasia też bała się zapytać. Zawsze jednak dziwiło ją to, gdy ludzie mówili, że jest zupełnie nie podobna do Anny. Przybranych dziadków również nie pamiętała. Była bardzo mała, gdy zmarli. Kasia miała więc tylko mamę. No i braciszka. Tak marzyła o tym, by móc z nim porozmawiać. Mikołaj żył w swoim zamkniętym świecie.
Kontakty z mamą zaczęły być trudne, kiedy zaczęła chodzić do szkoły. Mama zaczęła być bardziej nerwowa, pełna niepokoju. Sytuacja finansowa też nie była zadowalająca. Żyli tylko z zasiłku, jaki przysługiwał im z powodu chorego Mikołaja. Kasia rozmawiała z mamą o tym, że chciałaby wyjechać do Warszawy na studia. Tam by znalazła pracę i pomogła mamie i bratu.
- Nie ma mowy, Kaśka. Co Ci strzeliło do głowy? Warszawa nie jest dla Ciebie. Twoje miejsce jest tutaj, na wsi. Przy braciszku i przy matce. WARSZAWA NIE JEST DLA CIEBIE…WARSZAWA NIE JEST DLA CIEBIE…” -  te słowa przekreśliły wszelkie nadzieje na lepsze życie Kasi.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Christiane F - Życie mimo wszystko

Cześć!  W dzisiejszym poście przychodzę do Was z recenzją książki, którą przeczytałam ostatnio. Była nią "Życie mimo wszystko"...