24 października 2015

WEEKEND W PODRÓŻY WEDŁUG MNIE! :)

Kochani Czytelnicy, 

Dziś będzie post typowo podróżniczy. Zainspirowałam się postem na pewnym blogu, którego śledzę http://www.ruszajwdroge.pl/2015/10/jak-zaplanowac-trase-wycieczki-po-Polsce.html#.VivyuHDwn7Y

Autorzy tego bloga - Kasia i Maciej opisali także (w innych postach - linki poniżej) swoje wymarzone/idealne dni w podróży, taki przykładowy dzień.

POST KASI
http://www.ruszajwdroge.pl/2012/12/wymarzony-urlop-dzien-w-ktorym-nic-nie-robie.html#.VivzZnDwn7Y

POST MACIEJA
http://www.ruszajwdroge.pl/2012/12/nie-spac-zwiedzac-czyli-moj-sposob-na-podrozowanie.html#.VivzknDwn7Y

Przyznam się, że mi bliżej do Maćka niż do Kasi sposobu podróżowania - wykorzystywania wolnego czasu na zwiedzanie bardziej niż na odpoczynek ;)

Pozwólcie, że tym razem ja przedstawię swój wymarzony/idealny dzień w podróży.

Mój idealny podróżniczy dzień, a właściwie to cały weekend, opowiem Wam na przykładzie mojego pierwszowiosennego weekendu w tym roku, tj. 21-22. marca 2015. W tamten weekend, a właściwie 22 marca miałam zaplanowany koncert Garou w Poznaniu razem z moją przyjaciółką z Gniezna - Kasią. A ponieważ miałam też wolną sobotę - 21. marca, to w ten dzień postanowiłam sama zwiedzić też Toruń. Przyjaciółka wraz z mężem w ten dzień wybierali się na zawody w nordic walking, także nie mogłam  z nimi być w tamtym dniu. To tak w kwestii wyjaśnienia Wam okoliczności mojej podróży. A teraz właściwy opis moich dwóch idealnych dni w podróży, po dwóch pięknych miastach - Toruniu i Poznaniu.


21. 03.2015. - sobota

Do Torunia przyjechałam po raz pierwszy. Tzn - pierwszy raz po to, by zwiedzić. Do tej pory Toruń służył mi tylko jako miasto przesiadkowe w drodze do Gniezna lub Bydgoszczy. Jednak tamtego dnia pojawiła się okazja do zwiedzania starówki oraz ogrodu zoobotanicznego.


W Toruniu wysiadłam na stacji kolejowej około godz. 10 rano. Po kupieniu biletów na autobus, jedzenia i picia na drogę i skorzystaniu z toalety mogłam ruszyć dalej. Wsiadłam do autobusu i przejechałam przez piękny toruński most (wybaczcie, zapomniałam jak się nazywa ten most :( ). Z okna autobusu już zaczęłam się zachwycać nadwiślańskim widokiem toruńskiej starówki. Szczególnie pięknie wygląda ten monumentalny kościół św. Janów nad tymi kamieniczkami i nad Wisłą. Kupiłam też pocztówkę z tym widoczkiem, która stoi u mnie na półce przed komputerem i właśnie się w nią wpatruję i wspominam opisywaną tu podróż :)

Po wyjściu z autobusu na placu Rapackiego udałam się drogą do Ogrodu Zoobotanicznego. Jestem biologiem, toteż zwiedzam wszelkie ogrody botaniczne i zoologiczne, a w Toruniu są 2 w 1. Chociaż to był marzec i jeszcze rośliny nie miały liści ani kwiatów, więc nie mogłam ich podziwiać w ich pełnej krasie ;) Za to mogłam się skupić na obserwowaniu zwierząt. Jest to dość mały ogród, także jego zwiedzanie zajęło mi jakieś 2 godzinki.

Po wyjściu z ZOO udałam się na przystanek tramwajowy i dojechałam tramwajem znów do placu Rapackiego, by oszczędzić trochę czasu.


 Potem udałam się na wspomniany wcześniej most. Przeszłam się nim pieszo, żeby sfotografować piękne widoki Torunia znad Wisły. To było dla mnie nie lada wyzwanie, ponieważ panicznie boję się wielkich mostów, nad wielkimi rzekami. W dodatku wtedy strasznie wiało, ale zdjęcia i wrażenia widokowe były dla mnie ważniejsze. :D




Potem zaczęłam odczuwać głód, ale nie miałam czasu jeszcze iść nigdzie, żeby zjeść. Wolałam zwiedzać. Przeszłam się więc na starówkę, pochodziłam uliczkami Torunia, doszłam do Krzywej Wieży, potem przeszłam się nad Bulwar Filadelfijski, a następnie idąc jedną z uliczek zobaczyłam na jednej z kamienic "DOM MIKOŁAJA KOPERNIKA"



To podziałało na mnie jak magnes. Wchodzę :D I tak zeszła mi kolejna godzinka. Wspaniałe muzeum, dla kogoś, kto interesuje się trochę kosmosem. :) I Mikołajem Kopernikiem, lub Toruniem. Mogłam się przenieść w czasie do dawnych lat. Więcej o tym miejscu pisałam TUTAJ

Następnie udałam się na Rynek Staromiejski, pod ratusz i pomnik Kopernika. Tam zaopatrzyłam się w mój niezbędnik turystyczny - przewodnik po Toruniu, mapkę Torunia i kilka pocztówek. A i torbę z napisem "Toruń".



Potem brzuch mi zaczął burczeć już na dobre,..więc skierowałam swoje nogi do restauracji Stary Toruń :)



Pyszne pierogi z pieca bardzo mnie nasyciły, choć zjadłam tylko 3 sztuki ;). Następnie poszłam do Ruin Zamku Krzyżackiego.

Oto wspomniane ruiny :)


Następnie nie mogłam nie pójść do Lenkiewicza na lody. Dużo dobrego o nich wcześniej słyszałam, że musiałam ich skosztować. Są przepyszne.



Następnie, z lodami w ręku przeszłam się na Rynek Nowomiejski.


 Tam chwilę usiałam na ławce i mogłam chwilę odpocząć, ale coś zimno zaczęło się robić. I zaczął padać deszcz. Jednak ja nie chciałam kończyć jeszcze zwiedzania.



W Toruniu nie mogłam też nie kupić sobie oraz dla moich przyjaciół, do których jechałam, tradycyjnych toruńskich pierniczków. Pycha <3


Potem przeszłam się jeszcze nad Bulwar i spacerowałam wzdłuż Wisły. A potem pojechałam autobusem na dworzec, choć jeszcze była jakaś godzinka do mojego pociągu, czy nawet dłużej, ale potrzebowałam usiąść w ciepłym miejscu. Tam też zjadłam porcję ciepłych frytek ;) tak, wiem, za dużo jem, gdy jestem w podróży. Ale wtedy, pod koniec dnia było mi bardzo zimno, więc musiałam się czymś rozgrzać.

Stamtąd pojechałam pociągiem do Gniezna. W Gnieźnie lał deszcz także, ale moi znajomi przyjechali po mnie samochodem. Jednak w domu rozgrzaliśmy się przy pierniczkach i ciepłej herbatce. Potem także obejrzeliśmy ulubiony program Twoja Twarz Brzmi Znajomo...a potem już byliśmy wszyscy tak zmęczeni - ja po wycieczce w Toruniu, a Kasia z Piotrkiem po zawodach, także trzeba było już się położyć o 12 w nocy, mimo iż zawsze, gdy u nich jestem, siedzimy do późnych godzin nocnych :D. Ale przecież następnego dnia czekała nas podróż do Poznania na koncert Garou.

22. 03. 2015. - niedziela

Obie z Kasią wstałyśmy wcześnie, tak, że po solidnym, pysznym śniadaniu zaczęłyśmy się przygotowywać do koncertu Garou i ruszyłyśmy na dworzec. Już około godz. 12 byłyśmy w Poznaniu, na dworcu. Kocham Poznań. Była to już piąta moja wizyta w tym mieście. Lubimy z Kasią tam jeździć. Zakochałam się w pięknym mieście Poznaniu. Jeszcze w tamtym dniu był ważny mecz Lecha Poznań z Legią Warszawa, toteż cały Poznań był opanowany przez kibiców w niebieskich szalikach :)



Udałyśmy się z Kasią na spacerek, pieszo, po Poznaniu. Na  naszą ulubioną ulicę Św. Marcin. Porobiłam zdjęcia, wstąpiłyśmy tradycyjnie do Empiku. Ja kupiłam mój niezbędnik turystyczny, a Kasia kupiła nową płytę Andrzeja Piasecznego "Kalejdoskop".




 Potem posiedziałyśmy sobie z Kasią na placu Wolności. Właściwie to Kasia posiedziała, bo bolały ją nogi od obcasów oraz gardło, a ja obeszłam cały plac, z różnych stron, by porobić zdjęcia.



Na rynek poznański tym razem się nie wybrałyśmy, bo jechałyśmy w przeciwną stronę. Ale zanim pojechałyśmy pod Halę Arena, to wstąpiłyśmy do Sphinxa na obiad.


 Co prawda miałyśmy się tam spotkać z naszą znajomą, z którą poźniej spotkałyśmy się na koncercie, ale niestety Sandra nie mogła być z nami w Sphinxie. ;) Najadłyśmy się pysznej SHOARMY i ruszyłyśmy dalej w drogę.


 Na przystanek, do tramwaju 13 ( o ile dobrze pamiętam ). A tam w tramwaju ...KIBICE LECHA :D. Zajmowali cały tramwaj. Ledwo co oddychałyśmy w tym tramwaju, nie mówiąc już o tym, że bałam sie w jakikolwiek sposób dać po sobie znać, że jestem z Warszawy ;).


Po wyjść z tramwaju przeszłyśmy się chwilkę uliczką i dotarłyśmy do Hali Arena, pod którą zrobiłyśmy sobie sesję zdjęciową. A potem weszłyśmy już do hali. Znalazłyśmy nasze miejsca w 1 rzędzie! A jak! :D I spotkałyśmy się z Sandrą i jej towarzyszem :), także zwarci i gotowi czekaliśmy na wejście Garou. Ten, jak zawsze oczarował nas swoim głosem.. Tyle cudownych chwil, dzięki jego muzyce, mogłyśmy przeżyć.


Jednak koncert za szybko się skończył :(. Trzeba było wracać na przystanek. Ciemno już było, Kasia ledwo chodziła na szpilkach. A w tramwaju...KIBICE LECHA. :D Chociaż tym razem spokojniejsi, bo Lech wygrał. To przynajmniej nie zdemolowali tramwaju. :D. Po wyjściu z tramwaju udałyśmy się na Dworzec. Miałyśmy jeszcze trochę czasu do odjazdu pociągu do Gniezna, toteż posiliłyśmy się kawusią oraz tradycyjnie - rogalami marcińskimi. A potem już wsiadłyśmy do pociągu. W trakcie jazdy oglądałyśmy zdjęcia i filmiki z koncertu.


Potem w domu Kasi, w Gnieźnie na spokojnie, na komputerze wszystko obejrzałyśmy. Włączyłyśmy płytę Piaska i byłyśmy w błogim nastroju. :) Chociaż Kasia nie do końca, bo się rozchorowała. Na drugi dzień nie musiała iść jednak do pracy, ja również, bo chwilowo nie pracuję, ale to dzięki temu mogłyśmy na spokojnie wstać, obejrzeć zaległy, niedzielny odcinek Jaka to melodia :), a potem zjadłyśmy śniadanko i Kasia odprowadziła mnie na dworzec. Stamtąd pojechałam pociągiem znów do Poznania! A stamtąd miałam już pociąg do Warszawy. Uwielbiam jeździć koleją. :D ( te zdjęcia zrobiłam z okna pociągu na trasie Poznań - Warszawa)






I to byłby koniec mojego idealnego i spełnionego weekendu w podróży. Taka już jestem. Dla mnie podróże to nie taki bierny odpoczynek, ale aktywny. Lubię wtedy dużo chodzić, zwiedzać. Lubię też jeździć na koncerty - to dodatkowo dodaje mi kolejnych emocji. Kocham robić zdjęcia. Lubię jeść w podróży, odkrywać nowe miejsca gastronomiczne na mapie Polski. Jakoś wtedy mam dziwnie zwiększony apetyt. Jestem mieszczuchem, mieszkam w Warszawie. Kręci mnie zwiedzanie miast, poznawanie ich klimatu, architektury, ważnych miejsc, zabytków i miejsc związanych z kulturą i sztuką, np filharmonie i teatry. Kiedyś byłam, właśnie w Poznaniu w przepięknym Teatrze Wielkim na koncercie Bajmu. Przepiękny teatr. Po każdej takiej podróży jestem bardziej zmęczona niż po takim typowym, codziennym dniu, wypełnionym obowiązkami. Ale to zmęczenie bardzo mnie satysfakcjonuje. A i oczywiście każdą podróż potem szczegółowo relacjonuję tutaj na blogu :) odkąd piszę bloga. :D

Kocham takie podróżowanie. A jak Wy lubicie podróżować? Jak wygląda Wasz idealny dzień w podróży? Piszcie w komentarzach, jeśli chcecie się podzielić ze mną swoimi wrażeniami z podróży.


22 października 2015

JA ZNÓW W RADIU ZŁOTE PRZEBOJE I W JAKA TO MELODIA :) ZAPRASZAM!!!

Kochani, mam dla Was dwie wiadomości. Jedną dobrą i drugą też dobrą Emotikon smile 
1. Jeśli ktoś chciałby mnie usłyszeć radiu, to zapraszam do Słuchania w niedzielę (najprawdopodobniej w najbliższą niedzielę 25.10. 2015) Radia Złote Przeboje od 10-12 program "Muzyka mojego życia"
2. A jeśli ktoś chciałby mnie zobaczyć w TV to zapraszam do oglądania programu Jaka to melodia? już we wtorek 27.10.2015 


Życzę miłego słuchania i/lub oglądania Emotikon smile

19 października 2015

Jesienne przesilenie - to nie dla mnie!

Kochani, ostatnio trochę zaniedbałam mojego bloga. Ostatnio nie miałam nawet czasu na to, by zasiąść przy komputerze, ale może to i dobrze. Czasem trzeba odpocząć i od Internetu, co w dzisiejszych czasach wcale nie jest takie proste. Jednak bloga bardzo lubię i nie zamierzam robić sobie od niego "przerwy" :D



Potrzebowałam trochę czasu by wszystko sobie w głowie uporządkować, naładować się pozytywnie, bo przecież mamy jesień. Nie wiem, jak Wy, ale ja od kilku lat jesień wcale nie traktuję ze smutkiem i nostalgią. Wręcz przeciwnie. Jakoś jesień pozytywnie mnie nastraja. Owszem, może jest mniej słonecznych dni, więcej deszczowych, ale przecież od lat taka pogoda jest w Polsce. Często myślę o tym, że cieszę się,że urodziłam się w Polsce. Klimat panujący w naszym kraju bardzo mi odpowiada. Trochę zimo, trochę gorąco, zawsze lubimy sobie trochę ponarzekać na pogodę. Ale np w wielu krajach byłoby dla mnie za gorąco, a w innych znowu za zimo. Nigdy nie byłam np w Szwecji czy Norwegii, ale tam zima i chłodne dni dłużej trwają niż u nas, także cieszmy się tym, co mamy.


Czy jest wśród Was, kto też tak jak ja, lubi jesień? Jeśli tak, to bardzo dobrze.
A ci, co nie lubią jesieni, pewnie zapytają, " a co w niej takiego dobrego"? No właśnie jesienią, a nie pod koniec roku (w grudniu) lubię sobie podsumować mijający rok. To, co udało mi się osiągnąć przez te kilka miesięcy, a czego jeszcze nie. Wtedy skupiam się na tym, by te cele zrealizować, jeśli się da. A jak nie, to "odkładam" na przyszły rok. Ja w ogóle bardzo lubię postanowienia...lubię układać sobie listy (nie zbyt długie, zazwyczaj do 5 postanowień) na każdy rok i staram się je realizować. Wtedy wiem, że mam w życiu jakiś cel.

Np w tym roku udało mi się spełnić marzenie i pojechać nad morze. Do Trójmiasta. Wiem, że to dla niektórych zabrzmi dziwnie, ale nigdy wcześniej nie byłam nad Bałtykiem :( Ani w dzieciństwie - rodziców nigdy nie było stać na wakacje dla 4 osób nad morze, zawsze jeździliśmy do dziadków na Podlasie. A potem też jakoś nigdy nie było okazji. Jednak w tym roku postanowiłam zrobić wszystko, by pojechać. I nie żałuję. Poczułam się jak w innym świecie. I wrócę tam, w przyszłym roku :)

Innym ważnym postanowieniem w tym roku, które udało mi się zrealizować było zdobycie czytelników na blogu ;))))) Tak, może to dla niektórych mało ważne, ale dla mnie tak. Już wiele razy próbowałam rozpocząć przygodę z blogowaniem. Zakładałam blogi, najczęściej tematyczne, albo o zwierzętach, albo o muzyce, albo fotoblog. Jednak nie przeszły one próby czasu. Poddawałam sie. Jednak w zeszłym roku postanowiłam jeszcze raz założyć nowego bloga, właśnie tego, którego teraz czytacie. Nazwałam go "piosenkajestdobranawszystko" z dwóch powodów. Mojego bloga zakładałam akurat w dniu, kiedy była emisja poprzedniego mojego odcinka "Jaka to melodia?" (już 27 października będzie kolejny mój odcinek ;)) i na początku odcinka była ta piosenka zaśpiewana przez wszystkich solistów programu. Więc tak nazwałam,a po drugie właśnie w tych słowach jest zawarty cały sens mojego życia. A w moim życiu muzyka odgrywa bardzo ważną rolę, co prawda nie gram ani nie śpiewam, ale słucham! Codziennie słucham muzyki i słuchane piosenki zawsze dostosowuję do mojego nastroju. Także ten blog jest dla mnie troche tak jak piosenki, jak muzyka. W każdym poście chcę dać Wam coś od siebie, czasami podzielić się moimi emocjami, czasami napisać jakieś ciekawostki - o zwierzętach, o miejscach, które odwiedzam, o Warszawie - moim mieście, czasem dzielę się właśnie moimi ulubionymi piosenkami. Także taki mój pamiętnik właśnie :)

Jednak pisanie dla siebie nie było tym, czego najbardziej chciałam. Potrzebowałam czytelników. Chociażby jednego. Ja lubię pisać do kogoś, dla kogoś. Nie umiem pisać dla siebie. Dlatego np kiedyś łatwiej mi było pisać listy (adresowane, choć nie zawsze wysyłane ;)) do kogoś, niż prowadzić tradycyjny pamiętnik. Chyba jestem po prostu osobą, która lubi opowiadać. I dzięki Wam mam chęć wracać tutaj i pisać dla Was. Mam w głowie mnóstwo pomysłów na posty, które tylko czekają na chwile wolnego czasu, aby je tu napisać.


Było też kilka postanowień, które się nie spełniły. Jednym z nich jest znalezienie pracy :( I chyba to mnie najbardziej dołowało ostatnio. Jednak teraz nabrałam siły, spełniłam wszystko inne, co miałam, co sobie zaplanowałam. Czas teraz zebrać wszystkie siły we mnie, by dostać pracę.




14 października 2015

Koncert Roberta Janowskiego w Multikinie - relacja

Kochani Czytelnicy, wybaczcie, że ostatnio rzadziej piszę tutaj posty, ale ostatnio nie mam tyle czasu by siedzieć długo przy komputerze, poza tym staram się też mniej spędzać przy nim czasu (przez pewien czas trochę się uzależniłam). Jednak dziś chciałam się z Wami podzielić moimi emocjami i przeżyciami związanymi z koncertem na którym byłam w poniedziałek.



Jak wiecie, a może i nie, Robert Janowski jest moim ulubionym Artystą. Tak, przez duże "A" - moim zdaniem jest najlepszy tym, co robi. Potrafi mnie oczarować swoim głosem, tak, by poprzez dźwięki, wszystkie piosenki trafiały do mojego serca <3. Jednak koncerty Roberta są dla mnie zupełnie inne, inaczej je odbieram, niż pozostałych artystów i zespołów, na których koncertach bywałam, ponieważ z Robertem znam się osobiście już kilka ładnych lat...kiedy to zleciało? Ledwo co się poznaliśmy przecież :D

Poniedziałkowy koncert Roberta w Multikinie na warszawskim Ursynowie zapamiętam na długo, a może i na zawsze. Był to niezapomniany spektakl muzyczny, w której główną rolę odgrywał właśnie mój ulubieniec, a właściwie Jego piękny głos! Na tym koncercie Robert zaśpiewał swoje najpiękniejsze piosenki...nie wszystkie są jego własnymi piosenkami, ale i tak wszystkie są dla mnie najpiękniejsze.

Na początku koncertu, tradycyjnie Robert zaśpiewał przepiękny utwór "Wystarczy być"....aż do tej pory słyszę w uszach jej dźwięki. Następnie Robert bardzo pozytywnie! mnie zaskoczył piosenką Perfectu "Odnawiam duszę". Jest to kolejna piosenka tego zespołu, obok wspomnianej w poprzednim poście piosenki "Wszystko ma swój czas", do której tekst napisał mój ulubiony mistrz pióra - pan Jacek Cygan. Jednak Robert tak przejmująco to zaśpiewał, że po policzkach pociekły mi łzy wzruszenia. Zupełnie jak w innej piosence, też autorstwa Jacka Cygana ("Dumka na dwa serca") ..."w ciemnym kinie, po kryjomu,  ocieramy łzę".

Po tej piosence długo nie mogłam dojść do siebie...a przecież koncert trwał nadal...były również takie piosenki Roberta, których być może nie znacie, takie jak: "Tylko cisza", "Zamienię się w noc", "Ziemia, taka mała cząstka", czy moja ukochana "W nas i wokół nas". Była też inna piosenka, którą bardzo kocham  i nie jeden raz pomogła w trudnych chwilach - "Może zmieni się czas, na dobre", którą to piosenkę Robert zaśpiewał w duecie ze swoją córką Tolą ;) Przepiękny, wzruszający moment. Dziękuję. Jeszcze była jedna wspaniała piosenka, którą bardzo kocham - "Belle" :)

Na tym nie koniec emocji, bowiem po koncercie, miałam możliwość nie tylko spotkać sie z samym Robertem, chwile pogadać, zrobić pamiątkowe zdjęcie, wziąć kolejny autograf do kolekcji ;), ale też miałam zaszczyt poznać Mamę Roberta (wspaniała kobieta, dzięki której już wiem, po kim Robert ma takie poczucie humoru i piękny uśmiech). Miałam okazję porozmawiać też chwilę z Tolą. Powiedziałam jej, że ma piękny głos i że też moim marzeniem jest kiedyś zaśpiewać z jej Tatą na scenie, choć wiem, że mam kiepski głos, ale chociaż jeden wers, jakiś fragment, nawet najmniejszy, może kiedyś uda się zaśpiewać. W ogóle po koncercie było tak wspaniale, mogłam być wśród tylu fajnych ludzi. Przed koncertem też spotkałam się ze znajomymi - Elą i Jackiem, którzy od lat jeżdżą na koncerty Roberta, mogliśmy sobie tak fajnie pogadać, bardzo potrzebowałam tego. Dziękuję Wam <3, szkoda, że w innych miejscach mieliśmy bilety. ;) Bliskich Roberta, czułam się, po raz pierwszy, od dawna takie fajne ciepło od ludzi, że w końcu jest jakieś miejsce z którego nikt mnie nie wyrzuca, nie wygania, mogę z kimś porozmawiać, bez poczucia, że zabieram komuś cenny czas. To dla mnie były najcenniejsze chwile w życiu,a bardzo rzadko mam takie chwile. Nie wiem, co powiedzieć, co napisać...wszystkie moje słowa nie oddadzą tego, co czułam w poniedziałek. Wczoraj byłam nadal w tym nastroju. Słuchałam kilkanaście razy "Odnawiam duszę" i za każdym razem coraz mocniej ryczałam. Ile słów prawdy jest w tej piosence.
"Czasem w ludziach, nagle tak, 
zajdzie zmiana. 
I zrzucają
Swe Przebrania!"

Posłuchajcie jej sobie tutaj w całości - tu w wykonaniu Perfectu.


 Przez ostatnie 2 lata faktycznie zamknęłam się trochę na ludzi, na świat, z powodów, o których pisałam w poprzednim poście. Ale potrzebowałam kogoś, kto pomoże mi znów być sobą, zrzucić to swoje przebranie, swój smutek. Te łzy, które wczoraj wylałam, po raz pierwszy, od dawna, nie były to łzy bólu i smutku, ale łzy szczęścia i łzy wzruszenia!!!!!

Dziękuję Ci Robercie z całego serca <3, jeśli to czytasz. A jeśli nie, to i tak to wiesz! Dziękuję :D


06 października 2015

Wszystko ma swój czas

Pewnie zastanawiacie się, czemu dzisiejszy post zatytułowałam pewną piosenką Perfectu, do której tekst napisał mój ulubiony mistrz pióra - Jacek Cygan :)



Otóż, słuchając jej przez ostatni rok, bardzo często zastanawiałam się nad sensem nie tylko tych słów, ale także ich znaczeniem w życiu. W moim życiu i w życiu innych ludzi. No bo, co kryje sie w takim prostym tytule? To nie jest nic innego, jak ubranie w inne słowa, powiedzenia, że czas leczy rany. Albo tego, żeby po prostu zwolnić, zatrzymać się na chwilę, nie gonić za życiem, cieszyć się tym, co mamy. Zastanowić się przez chwilę nad tym, czym jest dla nas "czas"? Co oznacza to słowo? W XXI wieku ludzie w wielu krajach Europy, Ameryki Pn czy innych cywilizowanych krajów, żyją "na czas". Nawet jeden z moich ulubionych zespołów, Pectus, śpiewa ..."Zakochaj się na czas"



Wielu ludzi, praktycznie wszyscy żyją na czas. Śpieszą się, pędzą. Rano biegiem do pracy, po pracy też mnóstwo do zrobienia, nie mamy czasu nie tylko dla rodziny i bliskich, ale nie mamy czasu nawet dla samych siebie. Co wcale nie byłoby egoizmem. Przecież każdy człowiek potrzebuje odpoczynku, a w nocy minimum 8 godzin snu - w takim czasie organizm idealnie się regeneruje, wypoczywa. Ludzie nie mają czasu nawet na sen. Nawet w weekendy :) Ja rozumiem wszystkie obowiązki, rozumiem, przecież sama ostatnio nie mam czasu nawet wchodzić tak często na bloga, czytać inne blogi, ale to dlatego, że ostatnio staram się trochę od uzależnić od Internetu, Facebooka i telefonu. Pożyć trochę realnym życiem.

Przez ostatnie 2 lata nie było mi łatwo, miałam właśnie trudny czas. W ubiegłym roku zmarły 3 bliskie osoby z mojej rodziny. Nie umiem sobie powiedzieć "a...to przecież tylko dziadkowie". Dla mnie dziadkowie byli WAŻNI!. Nie zapominałam o nich za życia, odwiedzałam tak często jak mogłam, dali mi dużo ciepła, miłości, nauczyli jak żyć. Ich śmierć bardzo przeżyłam. Ciągle myślałam, o tym, co smutne, o przemijaniu. Straciłam sens życia, często myślałam, o tym, że nikt mi ich nie zastąpi. Od tamtego czasu jakoś zamknęłam się w sobie, potrzebowałam czasu, kiedyś wychodziłam ze znajomymi dużo, na miasto, do teatru, kina, na koncerty - to było moje życie! Jednak po śmierci dziadków przestałam być sobą, dużo siedziałam w domu, skończył się mój staż i od tamtej pory nie mogę znaleźć pracy, jedynie w weekendy mogę pracować w zoo, co bardzo kocham, ale chciałabym w tygodniu też gdzieś pracować. Brakowało mi sił do szukania pracy, do wychodzenia z domu. Siedziałam godzinami, czytałam książki, słuchałam muzyki, płakałam. Wtedy też dużo siedziałam w Internecie, na facebooku, choć rzadziej pisałam do znajomych, nie miałam siły. Potem dużo osób pytało mnie, czemu się nie odzywam, a mi nie chciało się mówić i tłumaczyć, że nie miałam siły kolejny raz odpisywać, że jestem smutna, że brakuje mi sił nawet na wyjście z domu. A nawet jak wychodziłam, to nałogowo chodziłam do empiku, czytać książki i szukając czegoś słodkiego do jedzenia, byle by "zagłuszyć" ten smutek we mnie i brak sił.

Z tego powodu niektórzy znajomi "wyrzucili mnie" ze znajomych na Facebooku, mówili, że myślę tylko o sobie, że nie chcę słuchać innych. Przepraszam Was za to, jeśli kogoś zraniłam w ten sposób, ale nie umiałam. Nawet jedna osoba napisała mi, że nie dziwi się, że nie mam przyjaciół. Ciągle się kłóciłam o czas właśnie. To mnie bardzo zabolało. Wtedy zastanawiałam się, czemu nie mam przyjaciół. Przecież miałam ich dużo kiedyś, a teraz, gdy mam trudny czas, nagle nie mam.

Potem, w lipcu tego roku, wyjechałam samotnie na kilka dni nad morze. Do Trójmiasta. Koleżanka mi kiedys poradziła, że nad morzem najlepiej się myśli. I wtedy, kiedy tak przemierzałam samotnie uliczkami Gdańska, plażą nad Bałtykiem czy w malowniczej Gdyni oraz samotnie w hostelu, wtedy, kiedy za dnia podziwiałam piękno morza i Trójmiasta, a w nocy płakałam z bólu życia, zrozumiałam, że życie i zamykanie się w samotności niczego mi nie daje. To trochę mi przypomniało książkę Murakamiego, która czytałam w tym roku, "Kronika ptaka nakręcacza", w którym główny bohater schodził do studni, by w samotności myśleć o życiu. Wtedy postanowiłam, że krok po kroku, muszę wrócić do "normalniej postaci siebie" ;)

Zaczęłam od tego, co kocham najbardziej. Właściwie od dwóch rzeczy - wróciłam do ptasiego azylu a tam koleżanki powiedziały mi "jak dobrze Cię widzieć". I tym podobne słowa. Czułam się tam potrzebna. Nie tylko zwierzętom, ale też ludziom z azylu. Poczułam, że ten azyl to jest nie tylko azylem dla ptaków, ale też dla mnie. Słuchałam też dużo muzyki, przygotowywałam się do kolejnego odcinka Melodii, który będziecie mogli zobaczyć 27 października o 17.25 na TVP1. ZAPRASZAM SERDECZNIE

I właśnie, po tym jak byłam na nagraniu, w miejscu, które kocham od lat, w ulubionym studiu 5, gdzie nagrywany jest program, z ludźmi, których znam i znajomym, którzy kibicowali mi i trzymali kciuki, najpierw, żebym się dostała, a potem już po :) Poczułam, że nadal jestem lubiana i ludzie dają mi tyle ciepła i serca. Dziękuję Wam za to. I Robert, który po raz kolejny sprawił mi miłą niespodziankę. Tak fajnie się nam rozmawiało przed kamerami! Już się ich nie boje. Wręcz przeciwnie.

Tak mi to dało pozytywnego kopniaka. A teraz, za tydzien idę na koncert Roberta, w Warszawie. A za 2 tygodnie wybieram się na koncert Skaldów. Kocham muzykę i koncerty. To moje życie. Nawet zaczęłam znów sama pierwsza pisać do znajomych, nawet tych dawno nie widzianych czy "nie pisanych :)").

Teraz czuję, że znów zaczyna żyć. A i nawet często zostaję zapraszana na rozmowy kwalifikacyjne. Zmieniłam swoje CV, w taki sposób, by bardziej zachęcić pracodawców do mojej osoby. Na razie sa to rozmowy, ale dobre i to. We wrześniu byłam juz na 4 lub 5 rozmowach. Teraz jeszcze musze się nauczyć przekonywać ludzi na rozmowach, że warto mnie zatrudnić. Trzymajcie kciuki. Bo teraz już tylko tego potrzebuję.


01 października 2015

OGŁOSZENIE WYNIKÓW KONKURSU!!!

Witajcie, dzisiaj chcę ogłosić wyniki konkursu, który zorganizowałam na moim blogu. To był dość łatwy konkurs, choć przyznam się, że byłam pewna, że nie wszyscy będą wiedzieć, jak się nazywa słynne warszawskie rondo z Palmą. Nawet Warszawiacy często, jak się np umawiają na spotkania w tym miejscu, to raczej mówią "spotkajmy się pod palmą" a nie na Rondzie de Gaulla :)

LINK DO POSTA KONKURSOWEGO



Tak więc poprawne odpowiedzi na moje pytania są następujące:

1. Teatr Narodowy
2. Pomnik Bohaterów Warszawy, który ma też drugą nazwę - Pomnik Nike :)
3. Pomnik ten znajduje się przed Pałacem Prezydenckim. 
4. Ogród Chiński jest w Łazienkach Królewskich
5. Rondo de Gaulla ;)

Przyznam się, że pierwszy raz organizowałam jakiś konkurs, myślałam też, że zgłosi się więcej osób, dlatego tak długo czekałam z wynikami :)

Jednak wzięło w nim udział 5 osób, czyli tyle ile mam kartek do rozdania i wszystkie te osoby otrzymają ode mnie właśnie pocztówki z Warszawy.


Tak więc pocztówki otrzymają


  1. KAROLINA G
  2. DOROTA WYSOCKA
  3. SYLWUCHA
  4. PASAŻERKA
  5. FILOLOG
BARDZO PROSZĘ TE OSOBY O PRZESŁANIE MI NA ADRES MAILOWY (aniaa68@poczta.onet.pl) WASZYCH ADRESÓW POCZTOWYCH I WTEDY WYŚLĘ WAM POCZTÓWKI. 

GRATULACJE!!!!


Christiane F - Życie mimo wszystko

Cześć!  W dzisiejszym poście przychodzę do Was z recenzją książki, którą przeczytałam ostatnio. Była nią "Życie mimo wszystko"...