31 sierpnia 2015

Quiz blogowy

Witajcie, mój blog za niecały miesiąc, dokładnie 29 września będzie obchodził 1 urodziny :) Chciałabym wymyślić jakiś konkurs z nagrodami dla Was, Drodzy Czytelnicy. Jeszcze nie mam pomysłu, ale myślę nad tym.



Tym czasem wymyśliłam dla Was, jeśli ktoś jest chętny i ma trochę wolnego czasu to zapraszam do wzięcia udziału w takim mini quizie (na razie bez nagród). Wszystkie pytania będą dotyczyć treści przedstawionych na moim blogu.

Będą to 3 kategorie po 5 pytań w każdej z nich. Jako, że na moim blogu dużo jest postów albo o Warszawie albo o zwierzętach. Są też tematy tzw. "ogólne" ;)
 Jeśli nie znacie od razu odpowiedzi, możecie poszukać ich na moim blogu ;)

OTO MOJE PYTANIA:


KATEGORIA "WARSZAWA"

1. GDZIE W WARSZAWIE ZNAJDUJE SIĘ POMNIK AGNIESZKI OSIECKIEJ?
2. SKĄD SIĘ WZIEŁA NAZWA "SZCZĘŚLIWICE"?
3. JAKI SŁYNNY POMNIK ZNAJDUJE SIĘ W ŁAZIENKACH KRÓLEWSKICH?
4. JAKA JEST NAJMNIEJSZA DZIELNICA WARSZAWY?
5. W KRÓTYM WARSZAWSKIM PARKU GOŚCIŁA KIEDYŚ SAMA KRÓLOWA ELŻBIETA II ?


KATEGORIA "ZWIERZĘTA"

1. NAD JAKIM JEZIOREM W AFRYCE MOŻNA SPOTKAĆ GIGANTYCZNE STADA FLAMINGÓW (MOŻNA PODAĆ TEŻ KRAJ :))
2. JAKI GATUNEK MEDUZY NAJLICZNIEJ WYSTĘPUJE W MORZU BAŁTYCKIM?
3. JAKIEGO PIĘKNEGO PTAKA MOŻEMY CZĘSTO SPOTKAĆ W ŁAZIENKACH KRÓLEWSKICH W WARSZAWIE? WYMIEŃ CHOĆ 2 CECHY CHARAKTERYSTYCZNE TEGO PTAKA ;)
4. CO TO SĄ WYPLUWKI I DO CZEGO SŁUŻĄ ZOOLOGOM ?
5. JAKIE GATUNKI ŁABĘDZI ŻYJĄ W POLSCE?

KATEGORIA "PYTANIA OGÓLNE"

1. WYMIEŃ 5 ZALET CZEKOLADY ;)
2. WYMIEŃ RODZAJE WŁOSKIEJ KAWY ;)
3. WYMIEŃ 3 ZABYTKI TORUNIA
4. JAKIE MIASTO W POLSCE SŁYNIE Z KOZIOŁKÓW
5. JAKIE JEST TWOJE ULUBIONE MIASTO W POLSCE I DLACZEGO AKURAT TO ? CO WARTO W NIM ZWIEDZIĆ :) ?

Możecie sobie wybrać kategorię pytań, na które odpowiadacie, a jak macie chęć lub czas lub wiedzę, to możecie odpowiedzieć na dowolną ilość pytań :D

POWODZENIA!

Komunikat

Kochani Czytelnicy,
przez moją nieuwagę skasowałam (niechcący) zdjęcia z mojego bloga (które automatycznie zapisywały się w programie Piscasa, również na moim telefonie). I właśnie w telefonie przez pomyłkę skasowałam nie te zdjęcia, co powinnam.
Postaram się post po poście wgrać od nowa te zdjęcia, więc przez jakiś czas będziecie musieli czytać moje dawne post bez zdjęć.
Przepraszam i mam nadzieję, że wkrótce uzupełnię wszystkie zdjęcia na tym blogu.

Pozdrawiam, Ania :)

30 sierpnia 2015

MOJE ZDJĘCIA ZWIERZAKÓW

Witajcie, dzisiaj nie mam za bardzo weny twórczej, żeby coś dłuższego tu napisać. Postanowiłam za to podzielić się z Wami zdjęciami :) Życzę miłego oglądania. Będą to głównie zdjęcia ptaków. Uwielbiam ptaki, w końcu pracuję w Ptasim Azylu (wiele zdjęć pochodzi właśnie z tego azylu :) )

Mandarynka -samiec

wiewiórka

kury z wystawy na Saskiej Kępie w Warszawie


Puchacz - największa polska sowa

Motylki - nie znam gatunku, nad jeziorkiem Czerniakowskim w Warszawie

Gołąbek miejski ;) w Łazienkach Królewskich

Mewa śmieszka w Łazienkach

Paw - samica

Paw - samiec

Mandarynka - samiczka

Łyska w Parku Szczęśliwickim

Łabędzie na Stawach Raszyńskch pod Warszawą

Pszczoła ;)

Młody łabędź z Ptasiego Azylu

Motyl, nieznany gatunek, Motylania w poznańskim zoo

ten sam motyl co na poprzednim zdjęciu

Dudek, Ptasi Azyl

Gęś - Bernikla Kanadyjska, Warszawskie ZOO


Jaskółka oknówka podczas karmienia ;)

Pisklę bażanta, Ptasi Azyl

Więcej zdjęć w kolejnych postach :)

28 sierpnia 2015

Pytania dla miłośników książek

Kochani, ostatnio trochę u mnie więcej postów dotyczących książek, czytelnictwa i moich nawyków czytelniczych. Bardzo spodobają mi się posty, w których  odpowiada się  na pytania, nawet samemu sobie :) Chciałabym napisać kilka własnych pytań, dotyczących czytelnictwa, odpowiem je na nie, a potem zachęcę Was do udzielania swoich odpowiedzi w komentarzach :)



1. JAKA KSIĄŻKA JEST TWOJĄ ULUBIONĄ I DLACZEGO AKURAT TA

Moją ulubioną książką, niezmiennie od wielu lat jest "Ania z Zielonego Wzgórza", o której niedawno pisałam. Dlaczego "Ania..."? Jest wiele powodów. Po pierwsze, główna bohaterka jest moją imienniczką, dzięki temu poczułam się dumna ze swojego imienia ;) I tak zostało mi do dziś. Po drugie, Ania jest taką dziewczyną, z którą od początku się utożsamiałam. Nie wiem, czy Wy tak macie, ale podczas czytania książek, staram się porównywać głównych (i nie tylko) bohaterów do siebie. Czytają książkę, uruchamiamy w głowie wyobraźnię. Czyli można to trochę porównać do przedstawienia teatralnego. Ja, czytając, wcielam się w głównego bohatera i przeżywam razem z nim, to, co dzieje się z nim na kartach książki. Właśnie taką postacią od najmłodszych lat była Ania i zawsze chętnie wracam do tej książki.

2. KSIĄŻKI JAKIEGO GATUNKU/RODZAJU CZYTASZ NAJCZĘŚCIEJ ? 

Nie mam jakiegoś jednego ulubionego rodzaju książek. Wiem, że są ludzie, którzy np czytają głównie kryminały (mam taką znajomą), albo tylko fantastykę. Ja bardziej lubię literaturę obyczajową, prosto opisaną historię, ale nie banalną. Lubię najbardziej takie książki, w których główny bohater ulega jakieś przemianie (jego charakter) w trakcie czytania książki. Np książka "Zbrodnia i kara" bardzo mi sie podobała, i chociaż mało lubiłam lektur szkolnych, to ta mnie poruszyła. Książka opowiada o młodym chłopcu Rodionie Raskolnikowie, który w pewnym momencie zabija starą lichwiarkę. Jednak potem czuje obrzydzenie do samego siebie, które jest wywołane tą zbrodnią. Rodion przyznaje się do popełnionej zbrodni. Czuje się winny. Ma wyrzuty sumienia. W końcu trafia do więzienia na Syberii. Tam poznaje Sonię i to dzięki niej i miłości do niej Rodion się zmienia, na dobre. I chociaż zbrodnia to okrutna rzecz, jakoś nawet ja byłam w stanie wybaczyć jemu ten czyn, właśnie dlatego, że próbował się zmienić potem, czuł żal, nie to co wielu współczesnych zbrodniarzy :(
Oprócz tego bardzo lubię czytać książki podróżnicze, reportaże i historie oparte na prawdziwych wydarzeniach, prawdziwych ludzi, np "Kwiat Pustyni", czy "Biała Masajka". Lubię czytać też biografie i książki muzyczne.

3. CZY PROWADZISZ GDZIEŚ LISTĘ PRZECZYTANYCH KSIĄŻEK?

Tak, prowadzę. Mam konto na portalu "lubimyczytać.pl" i tam mam półki, wirtualne, gdzie odznaczam, które książki już przeczytałam, a które dopiero planuję. Te przeczytane umieszczam też w innych półkach, pod różnymi kategoriami. Poniżej podam link do mojego profilu, jeśli ktoś by chciał zobaczyć lub dodać mnie do obserwowanych :) Zapraszam

http://lubimyczytac.pl/profil/242093/smerfetka

4. NA CO ZWRACASZ NAJWIĘKSZĄ UWAGĘ PODCZAS CZYTANIA KSIĄŻEK? 

Chodzi mi o to, czy najbardziej zwracacie uwagę na bohaterów (głównych, dalszoplanowych), czy może bardziej lubicie daną książkę (daną serię, cykl książek) ze względu na styl/sposób pisania autora. Czy po prostu dlatego, że cenicie danego autora? A może po prostu na historię, ogólnie.
Jeśli chodzi o mnie, to zależy. Jeśli zaczynam czytać książkę po raz pierwszy z jakieś serii, czyli nic o nich jeszcze za bardzo nie wiem (z wyjątkiem krótkiej notki na lubimy czytać czy z tyłu książki), to zaczynam od przeczytania 1-2 pierwszych rozdziałów. Jeśli główny bohater mi się spodoba, czyli mam na myśli to, czy jego cechy charakteru są w jakiś sposób np zbliżone do moich albo po prostu ten bohater wyda mi się ciekawy, warty uwagi, to lubię "śledzić" tą postać pod kątem psychologicznym. Nie jestem co prawda psychologiem, ale interesuję się psychologią. I nie ukrywam, że większość książek traktuję trochę jak taką terapię psychologiczną. Nie umiem podchodzić do książek "tak na odwal się", jak np muzykę. Niektóre piosenki sobie po prostu lecą w radiu a ja nie słucham ich tak uważnie. Chyba, że lubię dane piosenki, to tak. Ale książka jest czymś innym dla mnie. Z każdej książki lubię coś nowego wnosić dla siebie. Np dzięki książce Martyny Wojciechowskiej, Przesunąć Horyzont, o której pisałam tutaj http://piosenkajestdobranawszystko87.blogspot.com/2014/10/wejsc-na-szczyt-i-przesunac-horyzont.html
Dzięki tej książce uwierzyłam w swoje marzenia, plany, cele. Wiem też, że nie od razu można to wszystko osiągnąć. Ale dzięki Martynie wiem i zawsze sobie to powtarzam, że skoro Martyna Wojciechowska zdobyła najwyższy szczyt świata to ja tym bardziej potrafię osiągnąć moje "przyziemne" marzenia :)

5. CO AKTUALNIE CZYTASZ/CO OSTATNIO PRZECZYTAŁEŚ? 

Aktualnie czytam książkę pt. "Następczyni" Kiery Cass. Jest to kolejna część z serii "Rywalki". Seria opowiada o dziejach kraju zwanego Illea. W poprzednich 3 częściach obserwowaliśmy Eliminacje, w których książę Maxon miał wybrać sobie jedną z 35 kandydatek na swoją żonę i jednocześnie królową Illei. Teraz, po latach, Maxon i Ami mają swoje dzieci, jedną z nich jest córka Eadlyn. I tym razem to ona staje się obiektem westchnień 35 przystojnych chłopców, którzy starają się o rękę księżniczki. Na razie jestem w trakcie, więc nie opowiem, czy mi się podoba czy nie. Ogólną opinię na temat książki zawsze piszę po jej zakończeniu.


26 sierpnia 2015

Moje nawyki czytelnicze

Cześć Kochani, inspirując się postem na pewnym blogu, którego śledzę, a dokładniej Kingway Kinga

http://kingway007.blogspot.com/2015/08/czytelnicze-nawyki-tag.html
postanowiłam napisać o swoich nawykach czytelniczych. Zapraszam do poczytania :D



1. Czy masz w domu konkretne miejsce do czytania?

Tak, mam. Są to właściwie dwa miejsca. W zależności od pory dnia i tego, z jakiego rodzaju światła korzystam. Jeśli czytam w dzień, to najlepiej na fotelu (przy którym zwykle siedzę, gdy korzystam z komputera). Przysuwam go sobie pod samo okno i czytam :)
A jeśli czytam wieczorem to przy biurku. Można sobie zapalić lampkę, położyć na stoliku książkę i czytać. Tak się przyzwyczaiłam już od szkolnych lat do mojego biurka ;)

2. Czy w trakcie czytania używasz zakładki czy przypadkowych świstków papieru?

Przypadkowych świstków papieru to raczej nie :D Zawsze mam ulubione zakładki do książek i ich używam. A jeśli chwilowo nie mogę znaleźć żadnej z zakładek, to zakładam jakąś niewielką ulotką, czy takimi karteczkami z notesików.



3. Czy możesz tak po prostu skończyć czytać książkę? Czy musisz dojść do końca rozdziału lub okrągłej liczby stron?

Tak, mogę tak po prostu, w dowolnym momencie skończyć czytać książkę. Generalnie tego nie robię, ale wiadomo, że nie samym czytaniem człowiek żyje (a szkoda, że tak nie jest ;)). Czasem ktoś coś ode mnie chce w domu, ktoś zadzwoni to muszę przerwać czytanie i zrobić, to co trzeba zrobić. Czasami też zwyczajnie przychodzi znużenie, szczególnie w godzinach 16-17. W tych godzinach mój organizm jest przyzwyczajony do ucinania sobie choćby krótkiej drzemki. Dopiero po niej mój umsył jest sprawniejszy i od razu chętniej mi się czyta. Jednak, gdy nic ani nikt mi nie przeszkadza to czytam do końca danego rozdziału. Zdarzało się też, że czytałam "do okrągłego" numeru strony w książce. Ale to tylko w takich, które wyjątkowo mnie nużyły, nie mogłam przez nie przebrnąć, a mimo to coś mi kazało czytać dalej w nadziei na jakieś ciekawe rozwinięcie akcji, wtedy każde kolejne 10 stron to jest dla mnie nie lada wysiłek :) Nie oszukujmy się, ale nawet największy książkofan natrafi na jakąś lekturę, która mu nie będzie odpowiadać, a mimo to czyta do końca. Chociaż zdarzyło mi się i nie czytać do końca. Np. teraz przerwałam czytanie książki Marii Czubaszek "Każdy szczyt ma swój czubaszek". Byłam pozytywnie nastawiona do tej książki, choć nie przepadam za pania Marią, to wypożyczyłam ją dla Artura Andrusa, którego bardzo lubię, ale jakoś postać pani Marii nie przekonuje mnie, ma swoje specyficzne podejście do życia i niestety nie mogę dalej czytać. Wolę "Afrykańską Love Story" :D

4. Czy pijesz lub jesz w trakcie czytania książki?

Tak, piję. Zazwyczaj herbatkę z cytryną (to bardziej jesienią i zimą), a latem jogurty pitne lub wodę mineralną lub soki. Taki nawyk :) Ale co do jedzenia to staram się unikać podczas czytania, chyba, że są to wafle ryżowe lub pieczywo typu Wasa, czyli coś co nie pobrudzi rąk ani kartek w książce.



5. Czy jesteś wielozadaniowy? Czy potrafisz słuchać muzyki lub oglądać TV w trakcie czytania?

Hm....potrafię, ale to zależy. Zależy od rodzaju książki oraz od rodzaju muzyki i oglądanego programu w TV. Od książki, ponieważ, ja czytam różne książki. Od przewodników i książek typowo turystycznych (z dużą ilością zdjęć i opisów terenu) po powieści oraz biografie. Najbardziej muszę się skupić podczas czytania powieści. Szczególnie takich, w których akcja ma kilka bardzo zawiłych wątków i postaci, np. tak było przy "Cieniu wiatru" Zafona. Podczas jej czytania chciałam się maksymalnie oddać i skupić na czytanej treści. Dlatego nie mogłam sobie pozwolić na to, by cokolwiek mi przeszkodziło w trakcie czytania tej książki. Wtedy odcinam się od radia, TV i telefonu i oddaję się fabule powieści. :) Jednak gdy książka jest w miarę lekka, typu romanse czy np. jak czytałam "Zmierzch" gdzie zbyt dużo nie trzeba się "wgłębiać w książkę", by zrozumieć jej sens i treść, to mogę czytać przy muzyce lub TV. Ale te muszą być ściszone. Bo muzyka jest też moją pasją i tak jak lubię oddawać się w pełni książce, tak i są piosenki, które uwielbiam słuchać i wtedy też nie lubię, gdy mi coś/ktoś przeszkadza :D

6. Czy czytasz jedną książkę czy kilka na raz?

Zazwyczaj czytam jedną. Żeby nie pogubić się w każdej z nich. Jak coś czytam, to lubię przez te kilka-kilkanaście dni "wejść" całkowicie moją wyobraźnią do świata tej książki, jej bohaterów. Nową książkę lubie nawet rozpocząć po krótkiej (jedno-dwu dniowej czy nawet dłuższej przerwie), by móc być gotowym na nowe przeżycia. Są książki po których długo nie mogę się otrząsnąć. Np. ksiażka "Harry Potter i Zakon Feniksa" tak mną bardzo wstrząsnął, a czytałam ją w styczniu tego roku, że przez jakiś miesiąc nie byłam w stanie sięgnąć po kolejną książkę. Ja wiem, że ktoś pomyśli, że to tylko książka, wymyślone postaci (ale jestem bardzo wrażliwa i nawet bohaterów książek czy filmów bardzo przeżywam, analizuję, myśle o tym). Raz mi się zdarzyło czytać 2 książki na raz. Było to podczas czytania "Pod słońcem Toskanii" Francess Mayes. Tyle ludzi ją wychwalało, nawet moi znajomi, a mnie kompletnie nużyła. Ja lubię jednak książki "z akcją" lub jakąś ciekawą historią, ale przez tą nie potrafiłam przebrnąć. Dlatego zaczęłam czytać Cejrowskiego "Gringo wśród dzikich plemion" Cejrowskiego i ta już mnie bardziej wciągnęła. Uwielbiam odkrywać świat dzikich Indian wraz z panem Wojciechem niż "opalać się" "Pod słońcem Toskanii" :) Jeśli ktoś z Was, Czytelników mojego bloga, uwielbia tą książkę, to wybaczcie :D takie mam preferencje czytelnicze ;)


7. Czy czytasz w domu, czy gdziekolwiek?

Czytam najczęściej w domu, tu mam spokój i odpowiednie warunki do moich książkowych medytacji ;) czasami zdarza mi się czytać w parku przy ładnej pogodzie lub początkowe strony książki gdzieś w tramwaju czy na ławce, gdyż moje książki zwykle wypożyczam z biblioteki. Niestety nie mam tyle pieniędzy, by kupować sobie wszystkie książki, które chciałabym przeczytać. Na szczęści jestem stałą czytelniczką kilku warszawskich bibliotek, które są całkiem dobrze zaopatrzone i nie narzekam :)

8. Czytasz na głos czy w myślach?

Tylko w myślach. Jako dziecko to czytałam na głos. Szczególnie siostrze, gdy była młodsza i jeszcze sama nie czytała. Wtedy tak. Ale teraz to nie, chyba, że chcę zacytować siostrze czy komuś innemu z rodziny jakiś śmieszny czy arcyciekawy cytat z książki czy dłuższy jej fragment, to wtedy czytam na głos :)


9. Czy czytasz naprzód, poznając zakończenie? Czy pomijasz fragmenty książki?

Nie, nigdy nie czytam zakończeń przed przeczytaniem wcześniejszych rozdziałów. Moim zdaniem to bez sensu. Bo jaki sens ma czytanie czegoś "od końca do początku". Chociaż był jeden wyjątek,ale to sama autorka tak napisała książkę. Mam na myśli "Kalamburkę" - jednen z tomików Jeżycjady, M. Musierowicz. Ona napisała tą książkę właśnie w taki sposób, że najpierw pisze to, co powinno być na końcu, a potem przechodzi do początków historii. Jeśli ktoś nie czytał to powiem po krótce, że ta część Jeżycjady opowiada o tym, w jaki sposób poznali się Ignacy i Mila Borejko - rodzice słynnych sióstr Borejko. O tym, jak wyglądało ich życie przed poznaniem się, jak się poznali, w jakich okolicznościach wzięli ślub, mięli dzieci. Ale to wszystko ma miejsce właśnie w odwrotnej kojelności niż powinno być.
Czy pomijam fragmenty książki? Raczej nie. Jeśli mnie jakaś książka nudzi, to po prostu ją kończę wcześniej, nie poznając zakończenia. Ale jeśli już decyduję się na przeczytanie do końca to nie pomijam. A opisy przyrody uwielbiam w książkach :) W końcu jestem przyrodnikiem i kocham zwierzęta, rośliny, piękne krajobrazy. Szczególnie uwielbiam opisy przyrody w książkach, które dzieją się w dalekich, egzotycznych krajach, o których napisałam jeden post i planuje napisac 2 kolejne :)

10. Czy zaginasz grzbiet książki?

Nie, nie zaginam grzbietu książki. :)

A jakie Wy macie preferencje i zwyczaje czytelnicze? Jakie książki lubicie czytać? jakie gatunki preferujecie?

25 sierpnia 2015

Książki z egzotyką w tle cz.1

Kochani, dziś przyszedł czas na post książkowy. Lubię się z Wami dzielić opiniami na temat książek, które przeczytałam i polecać je Wam. Wiem, że każdy z nas lubi czytać różne gatunki książek, jedni lubią romanse, inni kryminały, a jeszcze inni nie widzą świata poza fantastyką :) Ja akurat kocham widzieć świat oczami bohaterów książek.

Od zawsze marzę o podróżowaniu, na razie odwiedzam głównie różne miejsca w Polsce, ale bardzo ciągnie mnie w egzotyczne kraje. Indie, Chiny, Japonia czy Kenia to miejsca, o których marzę, żeby postawić swoje stopy w tych krajach. Z zazdrością i jednocześnie ciekawością czytam i oglądam blogi czy filmy opowiadające o życiu w tych miejscach, do których chcę kiedyś pojechać. Na razie nie prędko się to spełni, ale od czego są książki!

Książki są właśnie po to, aby rozbudzić naszą wyobraźnię. A dzięki książkom ścieżki mojej wyobraźni wydłużają się i rozgałęziają na coraz to nowe kierunki na mapie świata :) Dlatego dziś chciałabym Wam polecić kilka książek, które przeczytałam i jednocześnie polecam, dla tych, których, podobnie jak mnie, ciągnie do podróżowania w dalekie strony.

Oto moja lista:

  • CORINNE HOFMANN - BIAŁA MASAJKA / KENIA,AFRYKA


Corinne Hofmann jest autorką kilku książek, w których opisała swoją niezwykłą historię. Historię jej życia w Afryce! W Afryce, gdzie poznała swojego byłego męża Lketingę - wojownika, Masaja z Kenii. Corinne bezgranicznie, spontanicznie i zbyt chaotycznie (jak dla mnie) zakochuje się w czarnoskórym mężczyźnie.

Corinne jest z pochodzenia Szwajcarką, ale pewnego razu wybrała się wraz ze swoim narzeczonym, w roku 1986, na wycieczkę do Kenii. Tam właśnie Corinne spotkała po raz pierwszy wojownika masajskiego i swojego przyszłego (teraz już byłego) męża.

Co to tej historii mam różne odczucia, od niezrozumienia, po podziw. Niezrozumienie - dlatego, że zastanawiałam się, jak bardzo miłość może powodować w człowieku, a konkretniej w Corinne, to, że tak radykalnie zmieniła swoje życie, zdecydowała się uciec z rodzimej Szwajcarii, gdzie miała wszystko zapewnione, na życie w afrykańskim buszu, w biedzie, w nędzy. Zwłaszcza, że tylu afrykańskich ludzi (szczególnie teraz) ucieka z Afryki do Europy z nadzieją na lepsze warunki życia. Podziw - dlatego, że Corinne, mimo tych wszystkich afrykańskich trudności, nie poddawała się, walczyła, najpierw o to, by znaleźć swojego męża, co w Afryce jest nie lada zagadką. Po drugie walczyła z warunkami panującymi na Czarnym Lądzie, z malarią, potem z kolei o córkę Napirai. Skomplikowane to wszystko, ale mimo wszystko podziwiam kobietę za odwagę, wytrwałość, odpowiedzialność.

Ale, niezależnie od głównej fabuły książki, warto zwrócić uwagę na bajeczne i egzotyczne opisy przyrody. Kenia jest niezwykła, w ogóle Afryka, jeśli chodzi o przyrodę, zwierzęta, jest i zawsze będzie dla mnie najbardziej magicznym i niezwykłym miejscem na Ziemi. Marzy mi się wybrać na Safari. Czytając "Białą Masajkę", mimo iż historia w niej opisana wydarzyła się lata temu, to gorący klimat Afryki jest nadal taki sam.

Jednak Czarny Ląd to nie tylko piękna przyroda, ale też życie ludzi. A to w tamtym miejscu nie należy do łatwych. Jak czasem myślę o tym, że ludzie narzekają na warunki życia w Polsce (nie mówię tu o przypadkach skrajnej biedy), ale o tych co mają dach nad głową, zapewnione jakieś jedzenie, pracę i jeszcze narzekają, że muszą ciężko pracować. Wtedy myślę o ludziach z Afryki. Oni tam mają inne problemy na głowie. Też myślą o tym, jak przetrwać każdy dzień. Ale muszą walczyć - a to z wieczną suszą, a to z dzikimi zwierzętami, a to z brakiem wody, z okrutnymi obrzędami np. obrzezaniem, a to z muchami tse tse i widliszkami, które roznoszą śmiertelne choroby. Tam dzieci marzą o tym, żeby chodzić do szkoły. Tym w miastach afrykańskich żyje się odrobine lepiej, ale też nie wszędzie, np. w dzielnicach biedy, tzw, slumsach, o której Corinne Hofmann opisuje w którejś kolejnej książce (polecam przeczytać wszystkie). Takie afrykańskie życie poznała właśnie Corinne.

A jeśli ktoś z Was chciałby zapoznać się z jej przeżyciami w gorącej Kenii to zachęcam do lektury :)

  • ARTHUR GOLDEN - WYZNANIA GEJSZY / JAPONIA, AZJA


Teraz, ze słonecznej Afryki, przenieśmy się na chwilę do nieco chłodniejszej, a zimą nawet bardzo chłodnej, ale również egzotycznej, Japonii.
Japonią zaczęłam się interesować już w dzieciństwie. Tak, jak moja fascynacja Afryką zaczęła się od książki "W Pustyni i w puszczy" oraz filmu "Król lew", tak fascynacja Japonią i ogólnie Azją zaczęła się dzięki kultowemu anime "Czarodziejka z Księżyca". Z czasem zaczęłam czytać i oglądać coraz więcej o Japonii.
O Japonii czytałam bardzo dużo książek, m.in. "Japoński wachlarz" - Joanny Bator, "Bezsenność w Tokio" - Marcina Bruczkowskiego, czy uwielbiane przeze mnie książki Murakamiego ( tu szczególnie polecam "Kronikę Ptaka Nakręcacza"). No i oczywiście "Wyznania Gejszy" oraz "Gejsza z Gion". Obydwie książki opowiadają o najsłynniejszej japońskiej gejszy, czyli Mineko Iwasaki. Ta druga książka jest autobiograficzną opowieścią samej Mineko, zaś "Wyznania Gejszy" jest to powieść oparta na życiu właśnie tej Mineko. Postaci w "Wyznaniach Gejszy" mają inne imiona ale cała ta historia oparta jest właśnie na życiu tej najsłynniejszej gejszy. O gejszach już trochę pisałam tutaj  http://piosenkajestdobranawszystko87.blogspot.com/2014/10/made-in-japan-czesc-2.html

Całej historii może nie będę tu opisywać, ale powiem Wam, że oprócz życia samych gejszy i poznawania ich środowiska życia i pracy, ciekawiły mnie też opisy dawnego Kioto. Miasta japońskiego, które było kiedyś stolicą Japonii, dziś w cieniu gigantycznego Tokio, będącego trochę jakby wschodnią odpowiedzią na Nowy Jork. Ja jednak wolę "przemieszczać się" po tajemniczych uliczkach Kioto. Kioto jest miastem położonym w zachodniej części Japonii, na wyspie Honsiu. Kioto jest uznawane za centrum kulturalne Japonii. W tamtym mieście nadal spotkamy Japończyków ubranych w tradycyjne kimona, możemy zobaczyć przepiękne i słynne z niezwykłej architektury budynków Japońskich, możemy też przejść się malowniczymi uliczkami i parkami Kioto. Więcej o Japonii, oprócz wspomnianych książek, możecie też poczytać na tym blogu Pawła Musiałowskiego. Chociaż autor bardziej fascynuje się Tokio niż magicznym Kioto, ale można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o życiu Japończyków.

http://kawaii-mrjedi.blogspot.com/

  • WARIS DIRIE - KWIAT PUSTYNI/ SOMALIA, AFRYKA



Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do Afryki. Opowiadałam Wam już o życiu Corinne Hofmann, kobiety "z zachodu", która zdecydowała się, przez jakiś czas, zamieszkać w Afryce. W przypadku Waris Dirie jest zupełnie odwrotna sytuacja. Kobieta, która urodziła się i dzieciństwo spędziła w Somalii, w Afryce, postanowiła uciec do Europy, a potem do Ameryki. Nawet na krótki czas zamieszkała w Polsce, nad morzem :)

Waris Dirie, jak wspomniałam, jest Somalijką, kobietą, która znana jest jako jedna z najsłynniejszych, czarnoskórych modelek. Właściwie już modelką nie jest. Teraz znana jest najbardziej z tego, że walczy o prawa kobiet w Afryce. Szczególnie walczy o zakaz obrzezania małych dziewczynek. Jest to bardzo okrutny zabieg, wykonywany już na kilkuletnich dziewczynkach. Afrykańczycy traktują to jako ważną część ich tradycji, chcą, aby ich córki do czasu ślubu były "czyste". Jednak ta metoda jest bardzo okrutna, bolesna i niebezpieczna. Można się wykrwawić na śmierć, jak siostra Waris. Sama Waris przeżyła, ale miała z tego powodu wiele bólu i cierpienia również wiele lat po zabiegu. To bardzo intymny temat, również dla niej samej, jak i dla każdej kobiety z Czarnego Lądu. Poza tym, jak wspomina Waris, takie praktyki stosowane są też w Europie. O wszystkich tych problemach możecie przeczytać szczegółowo w książkach Waris. Autorka opowiada w nich ze swojego punktu widzenia. Inaczej niż Corinne Hofmann. Dla niej trudne było przystosowanie się do życia "na dziko", zaś dla Waris zupełnie odwrotnie. W Europie nie mogła przyzwyczaić się np. do używania kalendarza czy zegarków, nie rozumiała, że na spotkania trzeba przychodzić punktualnie. Była zagubiona początkowo w mieszkaniach typowych dla Europy czy Ameryki. Kochała całym sercem Afryki, jego rytm bije rytmem Czarnego Lądu. A i mnie wciągnął ten rytm. Możemy się dowiedzieć, jak wygląda Somalia i Afryka widziana oczami autorki, możemy zobaczyć, jak wygląda tam życie w miastach np. Mogadiszu oraz poza miastem. Dodatkowo Waris pochodzi z plemienia nomadów, czyli ludu wędrownego, przemieszczającego się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu wody. Właśnie ten brak wody jest jednym z największych problemów życia ludzi w Somalii. Dodatkowo różne wojny, przez które Waris nie mogła normalnie przyjechać do swojego ojczystego kraju, by odwiedzić chorą matkę. Jak czytałam nawet w jednej z dalszych części książek Waris miała zakaz wjazdu właśnie tylko na teren Somalii. To musiało być dla niej straszne. Nie wyobrażam sobie mieć zakazu wjazdu do Polski.

Więcej o Waris Dirie pisałam tutaj http://piosenkajestdobranawszystko87.blogspot.com/2014/11/kwiat-pustyni-czyli-opowiesc-o-waris.html


Więcej o moich ulubionych książkach, których akcja ma miejsce w dalekich, egzotycznych krajach, opowiem w dwóch kolejnych postach.
Czy czytaliście którąś z tych podanych książek? Co o nich sądzicie? Czy w ogóle lubicie "podróżować z palcem po książce" ? Jeśli tak, to do jakich krajów, rejonów na Ziemi Was ciągnie? Zachęcam do dyskusji :)

24 sierpnia 2015

Moje ulubione przekąski

Witajcie, czy zdarza Wam się podjadać między posiłkami? Mnie to się zdarza codziennie, choć podobno to niezdrowe. Owszem, może i nie jest zdrowe jedzenie codziennie wysokokalorycznych słodyczy czy posiłków z McDonalda. Warto wybierać lekkie przekąski, które nasycą nasz mały głód, a jednocześnie nie spowodują wyrzutów sumienia po ich skonsumowaniu. Oto moja lista ulubionych przekąsek.

  • SAŁATKI 



Gdy wchodzę do sklepu z myślą o kupieniu czegoś do przegryzienia, pierwsze czego poszukuję to tzw "zielonego regału", jak ja to nazywam, w sklepie. Czyli tam, gdzie leżą różnego rodzaju sałatki, soki świeżo wyciskane itd. Zawsze lubię wybierać moją ulubioną sałatkę - grecką. Uwielbiam jej smak. Szczególnie uwielbiam ser feta. Choć kiedyś nie mogłam się przyzwyczaić do tego słonego sera, to z czasem mój gust smakowy się zmienił i obecnie jest to mój ulubiony składnik. Taka sałatka jest bardzo sycąca, ma sporo warzyw, czyli błonnika, który "zapycha" przewód pokarmowy, a jednocześnie dodaje witalności i energii na cały dzień. 

  •   WAFLE RYŻOWE

Uwielbiam wafle ryżowe. Codziennie posilam się nimi, szczególnie na kolację, kiedy chcę zjeść coś lekkiego, najlepiej posmarować je jakimś serkiem lub jogurtem, albo pokruszyć i wrzucić do kubeczka z jogurtem czy serkiem homogenizowanym. Wafle ryżowe są unikalną przekąską, zarówno same jak i w połączeniu z innymi składnikami. Najbardziej lubię z solą morską :) 

  • BATONIKI MUSLI

Jeśli mam jednak chęć na coś słodkiego, to chętnie sięgam po batoniki typu musli. Są to batoniki, które składają się z różnych ziaren zbóż, do tego różne dodatki - orzechy, rodzynki. Lubię też takie, które mają na dole czekoladową polewę :D Dla mnie idealne połączenie. Najbardziej lubię batoniki Corny. 

  • BUŁKI Z ZIARNAMI/PALUCH CZOSNKOWY

Gdy jestem głodna, a chcę się czymś nasycić, lubię się kierować do działu z wypiekami. Tam, zamiast drożdżówek, wybieram słone przekąski. W różnych sklepach i piekarniach są różne rodzaje słonych wypieków...a to cebularze, a to mini pizze, lubię też różnego rodzaju bułki z ziarnami. Ostatnio skusiłam się nawet na paluch czosnkowy, choć zazwyczaj nie przepadam za czosnkiem, ale raz nie miałam innego wyboru to kupiłam ten paluch w Carrefour. I że akurat był świeżo wypieczony, czyli jeszcze ciepły, był taki pyszny i chrupiący :) Przepyszne. Polecam. 

  • ROGALIK 7 DAYS 

Ze słodkich przekąsek bardzo lubię rogaliki 7 days. Uwielbiam je, szczególnie te o smaku czekoladowym. Nieraz mam chęć zjeść coś czekoladowego i zamiast snikersów czy całej tabliczki czekolady, kupuje 7 daysa z czekoladą w środku i od razu zaspokajam swój czekoladowy głód. 

  • BARSZCZYK CZERWONY

A co do picia? Pewnie zapytacie? Ostatnio staram sie rezygnować ze słodkich napojów, z coli i innych gazowanych. Wybieram np. soki warzywne. Długo nie mogłam się do nich przekonać, zwłaszcza, gdy próbowałam podchodzić do polubienia soków pomidorowych. Nie smakowały mi w ogóle. Potem kupowałam takie soki warzywne w małych kartonikach, chyba z Tymbarku, o ile dobrze pamiętam, ale były dla mnie za ostre. Jednak jakiś czas temu kupiłam na spróbowanie Barszczyku Czerwonego z Hortexu. I ten bardzo mi posmakował :) 

  • WODA MINERALNA 

Woda mineralna jest najlepszym i najzdrowszym napojem :) W końcu jak to mówią "zdrowa woda zdrowia doda" ;) 

A Wy, Drodzy Czytelnicy, po jakie przekąski sięgacie najczęściej? Co polecacie zjeść zdrowego "na mieście"? :) 

22 sierpnia 2015

Lubię wspominać moje dzieciństwo

Ostatnio, jak zauważyliście, na moim blogu pojawiło się kilka postów dotyczących dzieciństwa i różnych wspomnień związanych z tym okresem. Dziś chciałabym coś więcej powiedzieć na ten temat.
Post "okraszę" zdjęciami bajek mojego dzieciństwa :)








Być może wielu z was uzna to za dziecinne, nienormalne, ale ja lubię wspominać moje dzieciństwo. Ostatnio często rozmawiamy o tym z moim kolegą - rówieśnikiem. Wspominamy dawnych muzycznych idoli, ulubione bajki, zabawy, co jedliśmy wtedy, co oglądaliśmy w TV. Nasze dzieciństwo nie było nudne ani smutne. Nie mieliśmy też komputerów ani telefonów (komórkowych), jak współczesne dzieci i młodzież, ale POTRAFILIŚMY sobie zorganizować zabawy, czas, przyjaciół mieliśmy w szkole lub na podwórku, a nie na Facebooku. Telewizja nas uczyła, a nie ogłupiała, tak samo bajki. Książki rozwijały w nas wyobraźnię. A muzyka też była przeznaczona specjalnie dla dzieci.








Jestem osobą, która dzieciństwo spędziła w latach 90.tych, zaś dorastałam już w XXI wieku. Niby nie tak długi okres czasu, a ile rzeczy się zmieniło przez te kilka, kilkanaście lat.


Czy potrafisz sobie wyobrazić, Drogi Czytelniku, życie codzienne bez komputera? W dzisiejszej dobie są one niezbędne do życia, są obecne w prawie każdym domu, służy nam już nie tylko do pracy czy nauki, ale też i rozrywki czy wręcz marnotrawienia czasu. Bywa tak, że komputer jest też dla wielu młodych ludzi narzędziem "zbrodni". I to nawet dosłownie. Przez agresywne hejtowanie w sieci czasem dochodzi do samobójstwa "ofiary". Ile nienawiści kryje się w głowach już tak młodych ludzi? I skąd to się bierze? Dziś w wielu domach dzieci na komunię dostają nie zegarek ani rower, tylko tablet lub laptop? Czy rzeczywiście to jest potrzebne już tak małemu dziecku? Rodzice sądzą, że dzieciom zastąpi to zabawę. Rodzice będą mieć spokój w domu, gdy zajmą się "światem wirtualnym". Nie wiem, czy tak jest u wszystkich, ale generalnie widać, jak zmienia się świat dzieci. Czym żyją obecnie? Kiedyś byłam w pewnej galerii w Warszawie, gdzie akurat występował Dawid Kwiatkowski. I wszystkie nastolatki, jego fanki, miały swój telefon, i to smartfony. Robiły zdjęcia Dawidowi i filmiki. Ja swój pierwszy telefon dostałam od rodziców po skończeniu liceum. I byłam wtedy taka szczęśliwa, i to wcale nie był smartfon, tylko 'zwykły' telefon. Uwielbiałam pisać na nim smsy :) Nigdy nie zapomnę, jak bolały mnie palce od naciskania klawiszy ;) A dziś telefony nawet nie mają klawiszy.





Oj, trochę za bardzo rozpisałam się na temat "nowych, współczesnych zabawek" dziecka, ale to właśnie te urządzenia "zabrały" dzieciom prawdziwe dzieciństwo. Przez te urządzenia dziecko mniej czasu spędza na podwórku. Kiedyś przychodziło się ze szkoły do domu, jadło obiad (choć ja akurat jadłam w szkolnej stołówce, ale potem szłam do koleżanek do domów, albo one do mnie. Często (biorąc przykład z bohaterek Czarodziejki z Księżyca, uczyłyśmy się wspólnie...raz u jednej koleżanki, raz u drugiej, raz u mnie). Ponadto chodziłam na różne zajęcia dodatkowe - chór szkolny, zajęcia matematyczne, plastyczne. Wszystko sama wybierałam, bo lubiłam się tego uczyć, śpiewać czy malować. Pamiętam jak cieszyłam się  z tych zajęć. Dziś często to rodzice wymuszają na dzieciach różne zajecia dodatkowe. Miałam kiedyś w dawnej pracy taką jedną osobę, mamę dwójki dzieci (jedno w 5 klasie a drugie w zerówce). Obydwoje chodzili prawie codzinnie na jakieś zajecia, a to rytmika, a to jakieś inne tańce, sksy. Ta matka rozmawiała z tymi dziećmi przez telefon, gdy one miały przerwę. Zdawały relacje mamie po każdych zajęciach. Szok. Czy to tak wygląda dziś edukacja dzieci? A gdzie czas wolny?







Dzieci pokolenia lat 80. i 90. (z tych lat najwięcej mam znajomych) dorastały w zupełnie innych czasach, były inne wartości. Cieszyliśmy się każdą chwilą, graliśmy w gumę lub klasy, a nie w gry komputerowe. Jedliśmy na podwórku kanapki z serem i pomidorem (przynajmniej u mnie tak było), a nie cheeseburgery i frytki w McDonaldzie. Obiad niedzielny jadło się u babci, a nie w galeriach handlowych. Słuchaliśmy piosenek Majki Jeżowskiej, małej Natalki Kukulskiej i innych piosenek przeznaczonych dla dzieci, a nie zagranicznych "gwiazdeczek" Disneya jak Miley Cyrus (Hannah Montana..idolka wielu dziewczynek, która potem okazała się wulgarną "piosenkarką"). Z kogo dziś dzieci mają brać przykład? Często pierwsi idole są dla nas ważni i jakoś staramy się ich naśladować. W telewizji oglądaliśmy fajne bajki - Muminki, Smerfy, Pszczółkę Maję - bajki, w których nie było przemocy, a z każdej historii można było się czegoś nauczyć. Dziś nawet dobranocek nie ma w TVP.





 A kiedy szliśmy spać, rodzicie czytali nam bajki książkowe i w ogóle kładliśmy się wcześnie, zaraz po dobranocce, a nie siedzieliśmy do północy. Rodziców się szanowało i kochało, a nie wymagało np. kupna prezentów (nieraz jestem świadkiem różnych scenek, w których dzieci domagają się wręcz z błagalną miną o kupienie takiej czy innej zabawki lub czegoś do jedzenia). My dostawaliśmy zabawki z jakiś okazji - święta, urodziny, dzień dziecka. Czekało się na prezenty z utęsknieniem. A nasze zabawki też nie były "jak z kosmosu". Cieszliśmy się zwykłą lalką Barbie a nie "gadającym bobaskiem" czy jakimiś elektronicznymi zwierzakami. W domu grało się w kalambury, odgrywaliśmy przedstawienia, recytowaliśmy wierszyki. Mieliśmy tysiące różnych pomysłów.








Dlatego lubię wspominać moje dzieciństwo. To był nie tylko bierny etap mojego życia. Wręcz przeciwnie. Aktywnie żyłam, tak samo jak moi rówieśnicy. Byłam aktywna na podwórku, a nie "online" na Facebooku. Miałam prawdziwych kolegów, a nie wirtualnych. Cieszyłam się z każdej chwili tamtego czasu.


A Wy jak wspominacie swoje dzieciństwo?

19 sierpnia 2015

Nie daj się! Czyli poradnik dla tych, co mają gorszy dzień

Kochani, dzisiaj będzie taki spontaniczny temat na post (najczęściej planuję sobie wcześniej co też napiszę tutaj na blogu), ale dzisiaj mam taki smutny i trudny dzień od rana. Często, niestety, płaczę, gdy ponoszę porażkę, gdy jakiś, cel, który sobie obrałam, nagle zaczyna się oddalać :(. Tak już mam.
I właśnie dziś rano było ze mną bardzo źle.
Jednak po jakimś czasie, gdy wyleję już ostatnią łzę rozpaczy, przychodzi chęć pocieszenia się czymś. Dodania sobie otuchy, wzmocnienia swoich sił. Właśnie chciałam Wam pokazać listę sposobów (sprawdzonych osobiście), które pomagają mi wzmocnić się w trudnym dniu. Oto moja lista:

1. GORĄCA HERBATA/KAWA



Gdy nam smutno i źle, warto zaparzyć sobie kubek, a może nawet 2, jeśli nam mało, gorącej kawy lub herbaty. Jeśli herbata to lepsza będzie z cytrynką :)  Te napoje dodadzą Wam sił, ciepła, a dzięki zawartej w nich kofeinie (a w herbacie teinie) pobudzicie się trochę. Do herbatki lub kawki można dołożyć ciasteczko albo lody, albo kostkę/dwie czekolady. Taki zestaw z pewnością pomoże nam odzyskać siły.

2. OWOCE I WARZYWA


Jeśli nie mamy jak zaparzyć kawy lub herbaty, bo np. jesteśmy w pracy i potrzebujemy szybko odzyskać siły, to można sięgnąć po owoce i warzywa. Jak macie przerwę, i jeśli jest taka możliwość w Waszej pracy, idźcie do sklepu lub bufetu i kupcie porcję sałatki warzywnej np. greckiej, albo w sklepie banana albo jabłko. Te produkty dodadzą Wam witalności, pobudzicie swój organizm i zaczniecie na nowo pracować na pełnych obrotach :D Np. jak pracuję w zoo, a czasem brakuje mi już sił (fizycznych) do dalszej pracy, to zawsze kupuję sobie przed pracą banana i w sytuacji kryzysowej jem i potem jakoś mam więcej sił ;D Tak samo jeśli mamy problem natury psychicznej :)

3. ROZMOWA Z ZAUFANĄ OSOBĄ



Gdy dopadnie nas zły dzień, a taki może się czasem nagle znaleźć, warto wygadać się zaufanej osobie. Jeśli oczywiście macie taką możliwość. Ktokolwiek, kogo macie "pod ręką", mama, siostra, a nawet koleżanka z pracy (jeśli lubicie tą osobę, bo nie ma nic gorszego jak wygadać się komuś do kogo nie żywi się zbyt pozytywnych uczuć, wiem, sprawdziłam i nie polecam). Jeśli mamy możliwości pogadać osobiście lub przez telefon, to napiszmy maila do kogoś albo smsa. Nawet jeśli ta osoba w tej chwili nie może odpisać, to przyjemniej, pisząc, zrzucicie z siebie, wyrzucicie z głowy ten "ciężar". Mnie to bardzo pomaga.

4. ULUBIONA MUZYKA



Jeśli mamy taką możliwość, warto włączyć ulubioną muzykę. Ale nie relaksacyjną, chyba, że ktoś lubi, ale ja się przy takiej muzyce jeszcze gorzej czuję. Najlepiej włączyć coś skocznego, optymistycznego, z fajnym tekstem, albo z samą muzyką, która wpada w ucho, że od razu chce się tańczyć. :) Nawet przesłuchanie jednego czy dwóch takich utworów dobrze mi robi. Znam też takie osoby, które mimo wszystko, nie znoszą takich skocznych piosenek, kochają tylko rocka albo inną muzykę. Ważne, żeby to była muzyka, którą my sami lubimy. O gustach się nie dyskutuje, każdy lubi co innego w muzyce. Ważne, żeby pomogła nam odprężyć się.

5. ENERGETYZUJĄCA KĄPIEL/PRYSZNIC



Jeśli jesteśmy akurat w domu, warto wlać wody do wanny, zalać ją jakimś aromatycznym płynem do kąpieli ( u mnie też bardzo sprawdzają się wszelkie zapachy typu morskiego :) ), pomasujmy chwilę ciało peelingiem, to nam pomoże, a na koniec wytrzyjmy się suchym ręcznikiem i wmasujmy jakiś balsam do ciała, np. Perfecty są fajne zapachy.

6. NAPISZ POST NA BLOGU :)



Jeśli jesteś blogerem, możesz ten czas, którego potrzebujesz na ukojenie nerwów, wykorzystać do twórczej pracy. Nie skupiaj się przez chwilę na swoim problemie. Napisz post na blogu. Napisz o czymś, co Cię interesuje, albo właśnie poradź innym, jak sobie radzisz w takich chwilach, wyżal się. Albo wręcz odwrotnie - napisz na blogu o jakimś Twoim wielkim sukcesie, albo małym :) Może napisz coś o tym, gdzie byłeś/byłaś na wakacjach i poleć innym to miejsce, wstaw zdjęcia. Dodaj pod postem, na końcu jakieś pytania, żeby nawiązać jakiś dialog z komentującymi go czytelnikami ;) Miłe komentarze z pewnością dodadzą Ci sił :) Może akurat jest ktoś, po drugiej stronie komputera, kto dobrze Ci życzy, cieszy się, że piszesz posty, może ktoś akurat czekał na Twój post :D To może być najlepszy post Twojego bloga :) Nieraz artyści piszący teksty piosenek, pisali pod wpływem smutnych przeżyć, przelewali swoje myśli "na papier" a potem na nuty i tak powstała muzyka ;D

7. SEN



Jeśli masz chwilę czasu, warto uciąć sobie chociaż krótką drzemkę :)



DOBRANOC ;)

Jak wyrwać się ze szponów depresji

Dzień Dobry :) Jak to dobrze wrócić do blogowania. Ledwo napisałam swój pierwszy post (po długim czasie nieobecności tutaj), a już dziś...